Witam. Jestem miłośnikiem pszczół, pasiej i smakoszem miodów wszelakich. Inne przysmaki regionalne też uwielbiam. Nie wien czy wiesz, ale miód ma piękną, poetycka nazwę: Łzy Boga Słońca. Pozdrawiam serdecznie. Michał
Kościół Św. Wojciecha...jest przepięknym małym kościółkiem leżącym na krakowskim rynku...Jest najstarszą świątynią stojącą w Krakowie... Ta prześliczna świątynia...ma w sobie elementy romańskie...kilkakrotnie przebudowywana...Wygłaszał tu swoje kazania Jan Kapistran... Wnętrze świątyni przepełnione jest barokowymi sztukateriami i złoceniami... Ten maleńki kościółek przyciąga wielu turystów...Jedni chcą zobaczyć unikatowe malowidła znajdujące się na sklepieniu kopuły...inni przychodzą by pomodlić się przed obrazem Matki Boskiej...Byłam w tej drugiej grupie, chciałam w ciszy i skupieniu pomodlić się przed cudownym wizerunkiem...
Spacerując po zamkowych zakamarkach, zawitaliśmy przed zamkową kaplicę. Również niepozornie wyglądająca fasada, kryła unikatowy sakralny skarb, a był nim ołtarz główny. To w tej kaplicy, a właściwie w jej podziemiach ukrywano polskie insygnia koronne. Dziś możemy zobaczyć tylko ich kopie. Kaplica została wpasowana w otaczające zamek mury obronne. Gdy po raz pierwszy ją zobaczyliśmy, o mały włos minęlibyśmy ją. Przypomina raczej małą kamienicę niż kaplicę. Z tego powodu można ją ominąć. Na powieszonych reprodukcjach możemy zobaczyć jak wyglądała kaplica w czasach świetności zamku, że ołtarz głównych był o wiele bardziej okazały niż jest teraz. Widać po pustych niszach, że brakuje ołtarzy bocznych, czy ambony. Może kiedyś wrócą na swoje miejsce, by kaplica była w całości. W tej chwili można powiedzieć zieje pustką. To jedna z najskromniejszych kaplic zamkowych jakie widziałam.Brakuje w niej fresków czy innych malowideł ściennych. Na zewnątrz również nie ma oznak, że to budynek sakralny...
Tegoroczny urlop postanowiliśmy spędzić w Bieszczadach, jednak zatrzymując się w pobliżu rzeki San...Zaciekawiły nas jej zakola... To już kolejna moja wizyta w okolicach Sanoka...i tym razem mogłam podziwiać zakola Sanu...To piękna i bardzo zdradliwa rzeka... Pogoda sprawiła, że mogliśmy pospacerować wzdłuż rzeki... Słychać było świergot ptaków, szum wody...Zapraszam na wycieczkę Szlakiem bieszczadzkich Cerkwi i kościołów
Czas pyszności nadchodzi, a więc post jak najbardziej na czasie :) Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńWitam.
OdpowiedzUsuńJestem miłośnikiem pszczół, pasiej i smakoszem miodów wszelakich.
Inne przysmaki regionalne też uwielbiam.
Nie wien czy wiesz, ale miód ma piękną, poetycka nazwę:
Łzy Boga Słońca.
Pozdrawiam serdecznie.
Michał
awesome...
OdpowiedzUsuńMiło wspominam czas na Podlasiu i tamtejsze przysmaki. czytając twój post zatęskniłam za tymi smakołykami.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Myślałam, że będzie o kartaczach lub kiszce ziemniaczanej/ babce ziemniaczane
OdpowiedzUsuń, ale te miody wyglądają tak, że aż ślinka cieknie. Mniam